Zapraszam do zapoznania się z moim
tomikiem poezji "Drżenia niedojrzałości"

Sprawdź

19 Gru
2022

Mistrz, król i książę futbolu razem na boisku

kategoria: Sport
godzina: 12:43
Udostępnij:

Wolne Miasto Warszawa, 19.12.2022

Wczoraj obejrzeliśmy znakomity, genialny i wyjątkowy finał Mundialu, w którym po arcyciekawymi, emocjonującym i trzymającym w niesłychanym napięciu do ostatniego (też magicznego) dotknięcia piłki meczu – to Argentyna mogła unieść do góry ręce w geście zwycięstwa i absolutnej, euforycznej radości.

Pokonani Francuzi ulegli dopiero w serii rzutów karnych, które były konieczne do wyłonienia zwycięzcy, bo po czasie podstawowym było 2 : 2, a po dogrywce 3 : 3.

Już samo to świadczy o niezwykle wyrównanej i zażartej rywalizacji do samego końca.

Oba zespoły zaprezentowały wielki kunszt piłkarski, oparty o znakomite realizowanie zadań taktycznych wypełnianych przy maksymalnym zaangażowaniu fizycznym, okraszonym wieloma wybitnymi zagraniami wymagającymi najwyższych umiejętności technicznych.

Wielki szacunek dla Albicelestes, prowadzonch do ostatecznego zwycięstwa przez Leo Messiego, który tą wygraną, moim zdaniem, zapewnił sobie tytuł bezsprzecznie najlepszego piłkarza świata... wszechczasów.

Argentyna wygrała, bo była bardziej wyrównana, zdeterminowała i cały czas wierzyła w swoją siłę i ostateczne zwycięstwo, powodując, że przez cały mecz to Francuzi byli lekko z tyłu i musieli gonić wynik.

Piszę to wszystko jako kibic, który raczej trzymał kciuki za Francję, ale zespół Argentyny pokazał, że jako całość jest bardziej kompletny, spójny i jednorodny, potwierdzając, że na tych mistrzostwach byli najlepsi.

Co ciekawe, rozpoczęli je od... porażki z Arabią Saudyjską, która okazała się jedynym zespołem ze światowej elity, który był w stanie ich pokonać.

Jak widać, każdy kiedyś przegrywa, sztuką jest umiejętność doznania porażki w takim momencie, który pozwoli na wyciągnięcie wniosków, eliminację błędów i osiągnięcie ostatecznego sukcesu.

Leo Messi potwierdził, że jest mistrzem, a w Argentynie, według mnie, przerósł właśnie niekwestionowaną, do tej pory największą, legendę Diego Maradony.

Zmiana pokoleniowa u samych argentyńskich kibiców (duża część z nich nigdy nie widziała „na żywo" grającego Boskiego Diego – dodatkowo ma wpływ na potwierdzenie absolutnej dominacji i niezrównanej klasy najnowszego mistrza świata.

Francuzi zostali pokonani pomimo również genialnego występu Kiliana Mbappe, który zdobył hat trika oraz dodał kolejną bramkę w serii rzutów karnych, co mimo wszystko jednak i tak nie wystarczyło do zwycięstwa, choć przyniosło mu przynajmniej tytuł króla strzelców tego Mundialu.

Trzeba przyznać, że Francuzi jako cały zespół nie zagrali na swoim absolutnym topie i wielu piłkarzy było co najmniej poza grą.

Do takich ewidentnie należeli Giroud i Dembele, którzy słusznie zostali zdjęci już w pierwszej połowie, ale i Hernandes, Tchuameni, czy Rabiot też nie mogą uznać swojego występu za dobry.

Co prawda Giroud na tych mistrzostwach, w poprzednich meczach, grał bardzo dobrze i skutecznie, co mogło dawać nadzieję, że i w finale będzie w stanie coś wyczarować, ale już pierwsze pół godziny spotkania pokazało, że w ogóle „nie dojechał" na finał i zupełnie nie istniał.

Za to zaistniał będąc już na ławce rezerwowych, bo przy jednej z akcji Francuzów w końcowej fazie meczu, w której przy polu karnym faulowany był jeden z graczy trójkolorowych, a sędzia Szymon Marciniak nie przerwał gry i zastosował prawo korzyści, gdyż piłka trafiła do świetnie ustawionego w polu karnym innego Francuza - w wulgarny sposób zmieszał z błotem arbitra, za co wielce słusznie został ukarany żółtą kartką.

Zatem w protokole końcowym będzie miał notatkę o sobie i jego występ nie przejdzie tak zupełnie bez echa.

Dembele zagrał tak jak wielokrotnie w Barcelonie w tym sezonie tzn. jak jeździec bez głowy, bez pomysłu, tracąc niemal wszystkie piłki i grając daleko od swojej najlepszej dyspozycji.

Kropką nad i jego występu było sprokurowanie karnego dla Argentyny po jego podwójnym błędzie w obronie, gdzie najpierw poszedł na raz, i dał się ograć jak przedszkolak Di Marii jednym prostym zwodem, a potem zahaczył go, gdy ten wpadł w pole karne.

To nie jest poziom grania wymagany od pretendenta do tytułu mistrza świata i zawodnika wiodącego światowego zespołu jakim jest Blaugrana.

Świetny LLoris w bramce, bardzo dobry Griezmann w pomocy i wybitny Mbappe w ataku to, jak się okazuje, było jednak zbyt mało, by pokonać Argentynę i zostać Mistrzem Świata.

Jak Francuzi ochłoną po porażce to zapewne dostrzegą liczne mankamenty gry ich drużyny i z pewnością wróci dyskusja o tym, że nie zostali Mistrzem Świata, bo nie mógł grać nadal kontuzjowany Karim Benzema.

Jak zwykle gdybanie nie ma sensu, a ponadto wszystko to potwierdza, że właśnie dlatego piłka nożna uznawana jest za najtrudniejszą grę zespołową, zwłaszcza na turniejach, bo ostateczny sukces zależy od długości i maksymalnie zbliżonej równorzędności „ławki", a wszyscy zawodnicy będący na boisku muszą tworzyć prawdziwą drużynę i działać jak jeden organizm.

I na koniec, na chwilę, trzeba wrócić do arbitra tego spotkania.

Przede wszystkim, dlatego że pierwszy raz w historii zaszczytu prowadzenia finału mistrzostw świata dostąpił Polak, a w zasadzie cały skład sędziowski, bo poza sędzią głównym również na liniach bocznych, a także na VARze byli Polacy.

Szymon Marciniak potwierdził swoją wielką klasę, od pierwszego do ostatniego gwizdka mecz prowadził znakomicie, niemal bezbłędnie, pomimo jego wagi i największych emocji udzielających się wszystkim dookoła.

Niczym książę na białym koniu dowodzący bitwą bezsprzecznie panował nad przebiegiem wydarzeń, temperował wybuchy złości i agresji, a mecz prowadził w sposób pozwalający na zachowanie płynności gry.

Dał piłkarzom jasny sygnał, że mają skoncentrować się na graniu, a on zadba o porządek.

I zadbał o niego w sposób wybitny i na poziomie rzadko oglądanym wśród sędziów.

Tym samym idealnie dopasował się do niebotycznego poziomu całego tego widowiska, w którym brał udział i które współtworzył.

Wielki szacunek dla wszystkich uczestników, bo to ich mistrzostwo spowodowało, podkręciło i potwierdziło rangę całych Mistrzostw Świata i wieńczącego je finałowego meczu.

A my z jednej strony jesteśmy dumni, że polski sędzia był bardzo ważnym ogniwem tego finału, a z drugiej pewnie nieco chętniej usprawiedliwiamy nasze mundialowe porażki z oboma finalistami, bo one w takim razie teoretycznie nie przynoszą nam wstydu, skoro przegraliśmy jedynie z najlepszymi.

No cóż, każdy ma to na co zasługuje lub na co go stać i co potrafi, jedni cieszą się mistrzostwem, a drudzy cieszą się, że dokopali im mistrzowie.

Widać, że chyba tylko Franzuzi nie są zbyt szczęśliwi, ale w końcu ci też tak naprawdę przegrali na własne życzenie i mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie.

A ja mimo wszystko zazdroszczę im tego, że już dwa razy byli Mistrzem Świata i byli niezwykle blisko tego, by zostać takim mistrzem po raz trzeci.

Po raz trzeci Mistrzem Świata w piłce nożnej została Argentyna.

I to jest ich niebywały sukces i wielkie, ogólnonarodowe święto.

Gratulacje

 

Ja ja, Polak mały

 

Komentarze (0)
Dodaj komentarz»
© Wszelkie prawa zastrzeżone