Motto

„A gdy ktoś dumny chce
Na życie swe móc kiedyś spojrzeć,
Niech wie, że liczy się
To tylko, czy potrafił dojrzeć.
Już wiem, tę prawdę znam,
Jak mocy trzymać jasną stronę:
By chcieć wciąż lepszym być —
Trza mieć cojones".

Leszek Krasicki

(Może to zabrzmieć co najmniej bezczelnie, ale mottem niniejszego tomiku poezji jest fragment wiersza „Zobowiązanie"... tworzącego ten tomik.
Jest on jednak niezwykle ważnym manifestem wykrzyczanym przez autora
i równocześnie absolutną kwintesencją „Drżeń niedojrzałości").
eLKa

Autor urodzony w okresie słusznie minionym, dorastał w ciekawych czasach dynamicznych zmian ustrojowych, a młodość przeżywał wraz z niezdarnie kształtującymi się nowymi realiami wolnej Polski.

Po ponad pięćdziesięciu latach tej niełatwej koegzystencji nadal ma wątpliwości co do dojrzałości zarówno własnej, jak i świata, z którym przyszło mu się mierzyć.

Czytaj dalej

„Wszystkim tym, którzy martwią się,
 Że pozostała im już tylko nadzieja...

 Głowa do góry, to jest znakomity punkt wyjścia,
 By zacząć budować wszystko od nowa –
 I stworzyć coś naprawdę wielkiego i trwałego".

 Leszek Krasicki

O mnie

W zasadzie, to patrząc na moje drzewo genealogiczne oraz koligację m.in. z Biskupem Warmińskim Ignacym, mógłbym wziąć głęboki wdech i powiedzieć, że nazywam się Leszek Jerzy hr. Krasicki z Siecina h. Rogala i pewnie musiałbym sobie jedynie dodać kilka kresek przy imieniu, bo historycznie rzecz biorąc paru takich Leszków, na przestrzeni ca. 500 lat, już mnie uprzedziło.
Jednakże ponieważ kresek nie biorę i nie używam, to pozostaje mi jedynie wspomnieć, że urodziłem się w Warszawie, na Żoliborskich Bielanach, choć moje bardzo wczesne dzieciństwo, a zwłaszcza to, którego zupełnie nie pamiętam, spędziłem na Powiślu.
Niemniej jednak pieprzone Mazowsze i pieprzony Żoliborz poznałem na długo przed tym zanim Muniek Staszczyk porzucił Jasną Górę, albowiem mówię, a raczej piszę, o wydarzeniach, które miały miejsce w dość odległej epoce, gdzieś pomiędzy legendarnymi już koncertami w Polsce The Animals i The Rolling Stones.

I może to właśnie to spowodowało, że muzyka od samego początku stanowiła dla mnie odskocznię i kontrapunkt dla dość skomplikowanego świata wokół i pewnie jako pierwsza po rodzicach oddziaływała i wpływała na mnie, a także lepiła i kształtowała moją emocjonalność oraz gotowość do stawienia mu czoła.
Choć otwarcie muszę przyznać, że od zawsze i niezmiennie role tu mamy jasno podzielone i dokładnie określone: ona gra – ja słucham. I dobrze, że chociaż jej.
Czasy już bardziej świadomej egzystencji spędzałem w Śródmieściu, głównie wałęsając się (co miało niemałe znaczenie) i pałętając w okolicach Ogrodu Saskiego, Placu Zamkowego, Grzybowskiej, Marszałkowskiej, Świętokrzyskiej, Twardej, Elektoralnej, Hali Gwardii, Emilii Plater, czy Pałacu Kultury i Nauki.
Wymieniam te miejsca, bo w wolnych chwilach czasem odwiedzałem tam różne szkoły, kina, teatry, sklepy, demonstracje i protesty, chodziłem na koncerty i ogólnie próbowałem przetrwać zwłaszcza, że tradycyjnie dla tego rejonu czasy były niełatwe, a i okupant zmieniał się tylko bardzo nieznacznie.
Ale mimo wszystko zawsze było to nasze Getto.
Coś co można nazwać czasem młodości przywróciło moje związki z Bielanami, gdyż na studia postanowiłem wybrać się na ukrytą pośród Lasku Bielańskiego Akademię Wychowania Fizycznego.
I właściwie to byłoby wszystko z prehistorii, aczkolwiek należy pamiętać, że odcisnęła ona (i pewnie ciągle odciska) niezwykle wyraźne piętno na wszystkim, co stało się w moim życiu później i dzieje się w nim nadal.
Wspominam o tym po to, aby zaznaczyć, czy wyjaśnić, że moje dojrzewanie na wszelkich możliwych polach mojej aktywności i emocjonalności odbywało się w ścisłej korelacji z (jak to kiedyś precyzyjnie ujął Alosza Awdiejew) „coraz bardziej otaczającą mnie rzeczywistością".
Jednym z efektów moich przeżyć, przemyśleń, sukcesów, radości, upadków i porażek jest tomik poezji, który zatytułowałem „Drżenia niedojrzałości" – powstały w oparciu o wiersze pisane i zbierane przeze mnie przez nieco ponad trzydzieści parę lat, a do tej pory skrzętnie chowane do szuflady.
Gdyby rzeczywiście ktoś chciał poznać odpowiedź na pytanie kim jestem, a takie pytanie ja zadaję sobie niemal każdego dnia, to ten tomik wierszy byłby prawdopodobnie najlepszą i najpełniejszą na nie odpowiedzią.
Co prawda jestem przekonany, że najpewniej niejasną, niejednowymiarową, dość skomplikowaną i zróżnicowaną, ale tym samym umieszczającą mnie dokładnie pośród wszystkich innych ludzi, którzy są tak podobni i jednocześnie tak różni; odrębni, wyjątkowi i niezwykli, a równocześnie tak pospolici.
Bo dokładnie takie jest nasze człowieczeństwo.
Kim jestem? To pytanie dotyczy każdego z nas, a ja niniejszym tomikiem wierszy mam czelność się z nim zmierzyć.
Mam nadzieję, że jeśli ktokolwiek postanowi sięgnąć po ten tomik, to może znajdzie w nim i cząstkę siebie, i coś w rodzaju mglistej odpowiedzi na takie pytanie zadane samemu sobie.
Może wyartykułowane przeze mnie pytania, stwierdzenia, bunty, niezgody, pretensje i afirmacje spowodują, że ktoś spojrzy na swoje własne życie w inny, nowy sposób, zobaczy własne problemy z innej perspektywy i... może będzie to pomocne w jego własnych zmaganiach z osobistą, zapewne nie zawsze przecież idealną, rzeczywistością.
Nieskromnie, ale za to szczerze i gorąco, z pełnym przekonaniem, polecam wszystkim przeczytanie, a następnie dokładniejsze poznawanie i pojmowanie wszystkich wierszy i treści zamieszczonych w moim tomiku.
Ja go już znam i bardzo go lubię, i mam go ze sobą zawsze, by mieć punkt odniesienia oraz wsparcie we wszystkich codziennych sprawach i zmaganiach.
Tomik „Drżenia niedojrzałości" pozwala mi również na takie przeniesienie środka ciężkości mojego życia, by utrzymywać równowagę psychiczną poprzez zachowanie dystansu zarówno do siebie samego, jak i otaczającego mnie świata, a to jest absolutnie niezbędne do skutecznego radzenia sobie ze wszystkimi codziennymi problemami na jakie nieustannie natrafiam.
Swoją drogą każdemu bardzo polecam taką niezwykłą autoterapię.
Po prostu inne życie.

Postanowiłem również, w ramach tworzonego tu mojego bloga, oceniać i komentować tę otaczającą mnie i przytłaczającą rzeczywistość, gdyż nadal uzurpuję sobie prawo do wiary w to, że świat powinien być lepszy, człowiek rozumny, a życie może być naprawdę piękne.
Właśnie takiej utopijnej wiary i bezpodstawnego optymizmu życzę wszystkim odwiedzjącym moją stronę oraz sięgającym po mój tomik poezji i moje wiersze.
Może mimo wszystko, w którymś momencie, okaże się, że jestem wśród wielu podobnych do mnie ludzi, że dookoła nie słychać tylko disco polo i możemy wyrwać się z kolejnego getta, w którym, tym razem, ochoczo chce nas zamknąć pseudodemokratyczny suweren.
Stale zastanawiam się jak to jest, że ciągle mam wrażenie, że żyjąc na ziemi cały czas jesteśmy po ciemnej stronie księżyca, a jedyną dla mnie pociechą jest to, że może towarzyszyć mi kojarząca się z tym muzyka The Pink Floyd.
Niezmiennie i nieustannie otaczają nas dziwni, mali ludzie, którzy przykrywając najrozmaitszymi ideologiami swoje prostactwo, kompleksy, zachłanność, chore ambicje oraz niski materializm, zawiść i egoizm – wchodzą z buciorami w nasze życie, próbują zawłaszczyć nasz świat i stawiają nam przed nosem coraz to nowe ściany, by ograniczyć naszą przestrzeń i naszą wolność.
Może już czas zburzyć i te ostatnio tworzone i dobudowywane, aczkolwiek z doświadczenia wiem, że one na pewno wcale nie będą ostatnie, nawet gdy wreszcie szlag trafi i tych obecnych uzurpatorów.
Jak mówił Wojciech Młynarski: „Róbmy swoje! Może to coś da, kto wie?".
Dlatego wszystkich tych, którzy myślą podobnie zachęcam do walki o nas, nie dajmy się i sami kreujmy nasz świat, bo innego mieć nie będziemy, a bez naszej asertywności to on na pewno nie będzie taki, jaki byśmy chcieli, by był.

eLKa

Ostatnie wpisy na blogu
  • 05 Wrz
    2021
    kategoria: Polityka
    godzina: 14:49

    05.09.2021.Wolne Miasto Warszawa

    Czy ktoś jeszcze pamięta Alfa, takiego stworka-potworka, który się urwał z kosmosu i trafił na ziemię?

    Zakładam, że nadal tak, więc nie będę się zagłębiał w szczegóły jego wyglądu i upodobań kulinarnych.

    Okazuje się, że on nie był jedynym stamtąd, choć dotąd miałem wrażenie, że planeta Melmac to raczej była tylko jakaś abstrakcyjna nibylandia.

    A tu pełne zaskoczenie, są też i inni inni.

    Od lat zastanawiałem się co jest nie tak z niejaką Pawłowicz, bo przecież żadną miarą nie pasowała ani do tych z Marsa (nawet pomimo jakże męskiego nazwiska), ani tym bardziej do tej piękniejszej części z Venus.

    I nagle, niespodziewanie, odnalazło się brakujące ogniwo w teorii Darwina...

    Najbardziej skrywane tajemnice czasem wychodzą na jaw mimochodem i zupełnym przypadkiem i mam wrażenie, że tym razem też tak jest.

    Nie dająca o sobie zapomnieć ikona suwerennej Polskości, nieuchwytnego powabu, czaru i wdzięku, chyba nieopatrznie zdradziła swoje prawdziwe pochodzenie.

  • 13 Sie
    2021

    Śmieszny, zaściankowy kraik, który pod płaszczykiem demokratycznego mesjasza narodów udaje świętszego od papieża – w tradycyjny dla siebie, wieśniacki sposób – przeprowadził kolejną suwerenną reasumpcję, w celu przyjęcia następnego bezprawnego prawa.
    Prawdziwie Polska demokracja, polegająca jak w „Samych swoich" na wzmacnianiu siły argumentów i wiary w przestrzeganie prawa i sprawiedliwości przy pomocy granatów i kałachów – ugruntowywuje swoją nową świecko-kościelną tradycję reasumpcji jako środka narzucania siłą swojej woli – niewoli, poprzez głosowania uchwał do usranej śmierci, czyli do momentu uzyskania wymaganej liczby głosów, niezależnie od prawdziwego i faktycznego wyniku właściwego głosowania.
    Ostateczną przewagę i „doklepanie" brakujących głosów zapewniają sobie w międzyczasie poprzez brudne zakulisowe knowania, zastraszania, przekupstwa i łapówki, które mają wszystkim ubabranym w tym szambie – zapewnić wieczne prosperity i eldorado przy korycie.
    Iście polskie świńskie życie.
    Ciekawe czy w ich przypadku zostanie zakończone równie gwałtownie, poprzez gilotynę lub coś w rodzaju krzesła elektrycznego, czy jakiejś innej elektrody przykładanej do ryja?

  • 07 Sie
    2021
    kategoria: Sport
    godzina: 16:26

    Obecnie w Japonii zacięte boje toczą sportowcy różnych branż, porozrzucani po rozmaitych miastach i miejscach, a nawet wyspach, co nie przeszkadza nikomu nazywać tę rywalizację Igrzyskami w Tokio 2020.
    Z własnego podwórka wiemy, że semantyka i nazewnictwo przestało mieć już jakiekolwiek znaczenie, bo chociażby suweren to nie jest już podmiot sprawujący niezależną władzę, a jak się okazuje to jest to tępy, zniewolony wyborca, który dla kasy, stanowisk, udziału w grupie dążącej do bezprawnego wzbogacenia się kosztem reszty – jest gotów aprobować każde kurewstwo, oszustwo i kłamstwo, wycierając przy tym gębę Bogiem, honorem i ojczyzną.
    Jedyne co zostało niezmienne to to, że suweren to była moneta, a zatem nadal chodzi w tym wszystkim wyłącznie o kasę, choć co prawda w Anglii ta moneta była złota, a u nas suweren to taki szemrany, szmaciany, a raczej zeszmacony ludzik, z którego z każdej strony wychodzi słoma.
    Ale to chyba jest następstwo kultu „Misia" Barei, bo to w końcu jest kolejny przaśny symbol na miarę naszych czasów i możliwości.
    Disco polowy kraj musi być tworzony przez imbecyli i dla imbecyli, bo inaczej nie da się sprawnie i bezkarnie zarządzać tą ciemną masą.

  • 19 Lip
    2021

    Ostatnio głośno jest o kolejnej błyskotliwej lali wypełnionej, już chyba niemal wyłącznie – sianem, silikonem i jadem kiełbasianym.
    Niejaka Samuela Górska ślini się na myśl o konfederacyjnych, faszystowskich wizjach Polski, podkreślając swoją niechęć do „żydostwa i LGBT".
    W zasadzie to od dawna nie powinniśmy oczekiwać niczego od tego typu umalowanej próżni, ale tym razem to poziom absurdu i głupoty osiągnął już tak odległe zakamarki sfery wokół niej, że w zasadzie nie ma tam już nawet cienia grawitacji, która mogła by powstrzymać resztki rozumu przed nieuchronnym, definitywnym i bezpowrotnym rozdzieleniem i zniknięciem w bezkresnym kosmosie.

  • 11 Lip
    2021

    Pół Polski jest przerażona, zszokowana i poruszona wiadomościami o bestialskiej zbrodni, dokonanej przez degenerata, którego do tej pory humanitarnie nikt nie unicestwił.

    Bandzior, pijak i kanalia, będąc jak co dzień w kompletnym pijackim amoku, z zimną krwią zamordował (zastrzelił) swojego brata, jego żonę oraz ich 17. letniego syna, u których mieszkał kątem jak pasożyt i wredna pijawka.

    Po wszystkim (nawalony) uciekł samochodem i teraz szuka go drugie pół Polski.

    Szczęśliwie przeżyć udało się drugiemu, 13. letniemu synowi, który zdołał się jakoś ukryć, ale widział cały dramat i najbliższych już nie ma.

  • 08 Lip
    2021

    08.07.20121 Wolne Miasto Warszawa

    To przerażające, ale nie da się nadążyć z samym nawet rejestrowaniem śmiertelnych wypadków na polskich drogach.

    Przez kilka dni to jest kilkanaście zdarzeń, i to tylko te, które są anonsowane w mediach.

    Zabójstwo pieszej na pasach – Brzeg, czołówka pod Legionowem, morderstwo jadącego skuterem pod Wyszkowem, dwie osoby zabite w czołówce busów pod Wrocławiem, śmierć pieszej na pasach na pętli autobusowej w Warszawie, samobójstwo we wrocławiu gdie rozpędzone BMW wjechało na samochód techniczny obsługujący autostradę, itd.

    Do tego wiele wypadków takich jak dachowanie na S2 z ucieczką z miejsca wypadku, bo to był zapewne polski pijak lub ćpun z zabranym już wcześniej prawem jazdy i zakazem prowadzenia pojazdów.

    Nie wiem na co czekamy, przepisy trzeba zmienić i zacząć uczciwie traktować bandytów jak terrorystów i ich eliminować.

    Władza tego nie robi, bo to ich elektorat, bo przecież prawdziwy Polak to pijak, ćpun, domowy sadysta i degenerat, a opór przed karaniem takich dorównuje temu związanemu z walką z nepotyzmem, bo cwaniaczki zawsze będą chciały się ustawić, ochronić i uwiewinnić.

    Jeśli ich zlikwidujemy – to... zginie Polska.

    Tylko, że przy tej mentalności to oni i tak wszystkich nas wymordują, no chyba, że władza konsekwentnie uważa, że jeśli ktoś nie jest pijakiem, ćpunem, sadystą i degeneratem, czy księdzem pedofilem, to nie kultywuje polskich tradycji i nie jest Polakiem, a w związku z tym ch.. z nim.

    Sprawa rozwiąże się sama.

    Kaczyński nie ma już nikogo do stracenia, więc dopóki żyje i rządzi – na pewno nic się nie zmieni, bo przecież w jego mniemaniu i tak jest już tylko jedynym prawdziwym Polakiem, nawet jeśli polskiego hymnu ani języka nie zna ni w ząb.

    Jeszcze Polska nie zginęła „póki" on żyje, jak ślicznie fałszował ostatnio wzywając Dąbrowskiego by maszerował z „ziemi polskiej do wolski".

    Czekam już tylko, by chwycił za szablę i odebrał co nam obca przemoc wzięła...

    Ale z takim talentem to się raczej pochlasta, taki z niego mały rycerz...

    Oj ludzie ludzie, ciągle mu wierzycie, a on schodzi z mównicy, mruga do Maciarewicza i tylko pogardliwie rzuca:

    Nu, paka paliaki...

    Ja Ja, Polak mały

  • 08 Lip
    2021
    kategoria: Sport
    godzina: 08:13

    08.07.2021 Wolne Miasto Warszawa

    Grający „u siebie" Anglicy, po niezwykle emocjonującym i zaciętym meczu przedłużonym o dogrywkę, pokonali Duńczyków 2 : 1.

    Mecz zaczął się od wyraźnego naporu Anglików, choć spokój Duńczyków powodował przekonanie, że nie zamierzają wpadać w panikę i są gotowi na podjęcie rzuconej rękawicy.

    Po kilkunastu minutach mecz się wyrównał, a przepiękna bramka z wolnego, strzelona przez Mikkela Damsgaarda na chwilę uciszyła stadion.

    Na boisku jednak konsekwentnie prący naprzód Anglicy dość szybko doprowadzili do wyrównania, zmuszając nawet Duńczyków do strzelenia sobie bramki samobójczej, bo pechowo interweniujący Simon Kjaer, próbujący przeciąg wślizgiem znakomite podanie Bukayo Suki, skierowane wzdłuż linii bramkowej do wbiegającego na pole bramkowe Raheema Sterlinga – odbił ją tak niefortunnie, że wyręczył czekającego już tylko na dostawienie nogi i strzelenie do pustej bramki Anglika.

    Mniej więcej od 60. minuty widać było, że własne ściany wyrazie niosą Anglików, których przewaga stawała się z każdą minutą wyraźniejsza.

    Co prawda Duńczycy mądrze i w miarę pewnie się bronili, ale w swoim raczej defensywnym ustawieniu w zasadzie zdawali się myśleć tylko o przetrwaniu do dogrywki i rzadko kiedy próbowali stworzyć jakieś zagrożenie na połowie Anglików.

    W dogrywce przebieg meczu w zasadzie nie uległ zmianie, ale z każdą minutą widać było, że rośnie przewaga Anglików oraz że Duńczycy coraz bardziej tracą siły, pozwalając na coraz groźniejsze sytuacje we własnym polu karnym.

    Bramkę otwierającą przed Anglikami bramy finału zdobył Hary Kane, po dość kontrowersyjnym rzucie karnym, który zresztą strzelał go na dwa razy.

    Broniący Kasper Schmeichel świetnie wyczuł gdzie strzeli, ale zamiast odbijać piłkę gdzieś do boku, próbował ją łapać i nieszczęśliwie dla siebie wypluł ją wprost pod nogi nadbiegającego kapitana Anglików, pozwalając mu na, z kolei niezwykle szczęśliwą dla niego, dobitkę.

    Po tym golu wszyscy, łącznie z Duńczykami, wiedzieli, że jest już po meczu.

    Dyskusje czy był karny, czy nie oraz czy był nieco wcześniej (a wtedy nie odgwizdany), będą się zapewne toczyć jeszcze długo, podobnie zresztą jak te dotyczące formuły rozgrywania tych mistrzostw, w których kilka zespołów miało prawo rozgrywania turnieju w zasadzie u siebie, a pozostałe latały tam i z powrotem po całej Europie, niemal zwiedzając też Azję.

    Pomysł, że wybrani mają stabilne, sprzyjające warunki gry, a reszta zmienia cyklicznie klimat, strefy czasowe i spędza czas w podróżach i gra każdy mecz w innym kraju, odległym nawet o kilka tysięcy kilometrów - moim zdaniem ma niewiele wspólnego z uczciwą rywalizacją i równością szans.

    W tym meczu było to widać bardzo wyraźnie, bo Anglicy na ten mecz w zasadzie wyszli przychodząc do szatni „z domu", a Duńczycy przylecieli do Londynu po długiej i wyczerpującej wycieczce nad Morze Kaspijskie, bo ktoś wpadł na szatański pomysł, że Baku jest świetnym miejscem na ich ćwierćfinał.

    Tak, to mistrzostwa będzie można organizować dopiero za kilka lat, gdy na boisko będą wybiegać zaprogramowane lub sterowane z Play Station roboty, a nie żywi ludzie, którzy na turniej przyjeżdżają i tak nieźle wykończeni po niezwykle ciężkich sezonach w różnych ligach i rozgrywkach.

    No, ale tradycyjnie ktoś wziął niezłą kasę za „genialne" pomysły, a reszta się nie liczy.

    W końcu baron Pierre De Coubertin już dawno nie żyje, a dla wielu jego idee fair play brzmią niemal jak antyczne igrzyska, bo te nowożytne jak widać, mimo jego wielkich wysiłków, kierują się już zupełnie innymi prawami.

    Czeka nas finał na... Wembley.

    Anglicy zagrają z Włochami, a machlojki tłumaczone pandemią, kwarantanną i czymkolwiek innym spowodują, że dwunastu zawodników będzie grało przeciw jedenastu.

    Brakuje tylko sędziego z Anglii.

    Niech żyje sport.

    Następne mistrzostwa proponuję zrobić z losowaniem przeciwników na godzinę przed meczem, pierwszy będzie gospodarzem, a jak przeciwnik nie doleci to ogłaszać walkowery.

    A w kolejnych to tytuł przyznajmy w głosowaniu telewidzów... niech UEFA zarobi na SMSach, zwłaszcza, gdy podłączy Amerykę i Azję.

     

    Ja Ja, Polak mały

  • 07 Lip
    2021

    07.07.2021 Wolne Miasto Warszawa

    To chyba jedno z większych wydarzeń w karierze tenisowej Huberta Hurkacza, który w ćwierćfinale najbardziej prestiżowej trawy na świecie pewnie pokonał... Rogera Federera 3 :0 (6 :3, 7 : 6 (4), 6 :0)

    Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że Roger jest już tylko cieniem samego siebie i pewnie trzeba by mu przyznać rację, że przecież wygrywając ten turniej osiem razy, grał na dużo wyższym poziomie.

    Ale niemniej jednak to nadal jest wielki Federer, człowiek legenda i póki gra jest groźny.

    Trzeba powoli pogodzić się z rzeczywistością, która nieubłaganie daje mu do zrozumienia, że czas już kończyć tę niewiarygodną karierę, ale przeciągnięcie jej do grania na światowym poziomie w wieku czterdziestu lat – to tak czy inaczej wyczyn wielki, niewiarygodny i niebotyczny.

    Cieszy, że Hubert osiągnął swój życiowy sukces pokonując taką legendę w znakomitym stylu, prezentując dużą dojrzałość tenisową, połączoną z umiejętnością opanowania emocji i zachowania zimnej krwi w kluczowych momentach.

    Na razie nie mówimy o tym co dalej, choć tradycyjnie apetyt rośnie w miarę jedzenia...

    Trzymamy kciuki i wierzymy, że Wimbledon w tym roku będzie polską dzielnicą Londynu.

    Hubertowi życzę, by po turnieju mógł wyjść do kamer i powiedzieć: „Jestem londyńczykiem". I żeby wtedy Londyn zareagował owacją na stojąco...

    A tymczasem w innej części miasta, na Wembley, Duńczycy robią wszystko, by pokazać synom Albion, że potrafią podbić Anglię.

    Nie wiem czy Shakespeare dzisiaj też trzyma kciuki za potomków Hamleta, ale na pewno ta bitwa do końca będzie zacięta, bo to jest prawdziwe być albo nie być w tym przesuniętym turnieju o Mistrzostwo Europy.

    Mam tylko nadzieję, że nikt nie będzie używał zatrutej szpady, miecza ani kielicha, a ostateczny zwycięzca będzie miał potem jeszcze tyle siły, by w finale pokonać czekających już na przeciwnika Włochów.

    Ja Ja, Polak mały

  • 04 Lip
    2021

    Od kilku miesięcy śledzę, a może raczej obserwuję i próbuję ogarnąć, czyli zrozumieć i wyobrazić sobie dokładniej, informacje o skali śmiertelności na polskich drogach.
    Najpierw wydawało mi się, że gołe cyfry niewiele mówią, par excellence ginąc w bezdusznym przepływie informacji i masie zbędnych detali towarzyszących ogłaszanym newsom.

    Jednak ogrom tragedii, w większości wynikających z bezmyślności, bezczelności, braku pokory, wiedzy oraz umiejętności, a także będących świadectwem egoizmu i ograniczeń umysłowych sprawców – powodują, że nie da się przechodzić nad nimi do porządku dziennego.

    To przecież w każdej chwili może spotkać każdego z nas tylko dlatego, że obok, czy naprzeciw, jedzie debil, morderca, niepoczytalny kretyn i imbecyl, bezpodstawnie przekonany o swojej wyższości, jakiejkolwiek wartości i wyjątkowości.
    Jesteśmy otoczeni potworami, których życie, w ich mniemaniu, jest jedynie ważne, istotne oraz lepsze i cenniejsze od życia wszystkich innych dookoła.

    Mamy do czynienia z bandytami, którzy w większości są bezkarni w swoim łamaniu zasad bezpieczeństwa i logiki poruszania się po drogach, a swoją bezkarnością stale utwierdzają się w przekonaniu, że są wybrani, mają inne prawa i wszystko im się od życia należy, bez względu na otaczający ich świat i zagrożenie jakim są dla wszystkich dookoła.

    W dodatku cześć tych zagrożeń jest wynikiem infantylnej potrzeby zaistnienia za wszelką cenę i pokazaniu wszystkim dookoła swojej... pospolitej wyjątkowości.

  • Finał żeńskiego debla na RG potwierdził niesamowitą formę Czeszki, która po wczorajszym triumfie w singlu (pokonała Anastazję Pawluczenko 2 : 1), dziś wraz z Kateriną Siniakovą pokonała duet Bettany Mattek Sands, Iga Świątek 2 :0.

    Okazuje się, że niemal niemożliwe jest jednak wykonalne i to we wspaniałym stylu.

    Jej niesamowity sukces - pierwszy raz od 21 lat odniesione przez kogoś zwycięstwo i w singlu, i w deblu, jest z jednej strony powtórzeniem jej deblowego triumfu w tej imprezie sprzed 4. lat (z tą samą partnerką), a jednocześnie jest jej... pierwszym triumfem singlowym w turnieju wielkoszlemowym.

    W singlu był to jej 5. finał i dopiero teraz udało się jej go wygrać, co świadczy o ogromie pracy, cierpliwości, pokory i nabierania doświadczenia niezbędnych do osiągania zwycięstw i wznoszenia się na wyżyny swoich umiejętności właśnie w momentach najważniejszych w tych najbardziej prestiżowych turniejach.

    Bezdyskusyjna wyższość w dzisiejszym deblu wynikała m.in. z wieloletniego ogrania i znakomitej współpracy ze swoją partnerką, z którą od lat udanie grają razem.

    Powtórzenie deblowego zwycięstwa w RG świadczy równocześnie o konsekwencji i rozwoju swojego poziomu sportowego oraz o pewnej stabilizacji umiejętności wynikającej właśnie z tej wieloletniej deblowej współpracy ze swoją deblowa partnerką.

    Sukces w singlu to już wynik kolejnej zmiany mentalności i jakości gry wypracowanych przez lata ciężkiej i cierpliwej pracy.