Zapraszam do zapoznania się z moim
tomikiem poezji "Drżenia niedojrzałości"

Sprawdź

16 Lut
2021

Bayern Klubowym Mistrzem Świata

kategoria: Sport
godzina: 14:28
Udostępnij:

16.02.2021 Wolne Miasto Warszawa

Kilka dni temu (5) podczas turnieju w Doha (Katar) Bayern Monachium przypieczętował swoją hegemonię we wszystkich możliwych rozgrywkach sezonu 2019/2020.
Co prawda wygrana z meksykańskim Tigres UANL nie była jakimś epokowym widowiskiem i pokazem jakiejś niesłychanej wirtuozerii, ale potwierdziła, że Die Roten byli w ciągu całego minionego sezonu niezwykle skuteczni i efektywni, zwłaszcza w momentach najważniejszych.
Ten mecz miał przede wszystkim znaczenie symboliczne, bo wygrana wprowadziła ten zespół Bayernu do historii i umieściła go wśród drużyn legendarnych, które potrafiły osiągnąć absolutnie wszystko.
Dość powiedzieć, że jedynym zespołem, który dokonał tego przed Die Roten, była Barcelona Peppa Guardioli jedenaście lat wcześniej.
Warte podkreślenia jest to, że osiągnięcie to potwierdza wyjątkowość zespołu, który w tak wyrównanej stawce najsilniejszych zespołów świata, potrafił przez tak długi czas utrzymać formę na tyle wysoką, że pozwalającą mu przez niemal 20 miesięcy wygrywać najistotniejsze mecze.
Co warte przypomnienia, trener Hans Dieter Flick przejął ten zespół od Nico Kovaćsa w listopadzie 2019, gdy zespół grał i prezentował się fatalnie i w ogóle nie wyglądało na to, że można z niego tyle wycisnąć i przemienić go w niezniszczalny walec, miażdżący wszystko na co trafi na swojej drodze, niezależnie od klasy i wielkości przeciwnika.
Tym spotkaniem Bayern zamknął pewien etap, poprzez który na stałe zajął jedne z głównych miejsc wśród największych i najlepszych drużyn w całej historii futbolu, do których już zawsze będą porównywane wszelkie kolejne zespoły zgłaszające aspiracje do bycia uznanymi za wielkie.
Ten wielki i historyczny sukces został osiągnięty w niezwykle trudnym czasie globalnej pandemii corona virusa, która ma ogromny wpływ nie tylko na cały nasz świat, ale również na wszystko, co jest związane z organizacją i funkcjonowaniem zespołów i rozgrywek piłkarskich.
To między innymi wiąże się z ciągłymi testami, restrykcjami, ograniczeniami i utrudnieniami, które zaburzają wypracowane dotąd cykle przygotowań, treningów, odnowy, całej logistyki i wszystkiego tego, co przez lata precyzyjnie tworzono i analizowano.
Poradzenie sobie w takich warunkach świadczy rzeczywiście o absolutnym mistrzostwie.
Niemniej jednak życie toczy się dalej i zaczynamy już koncentrować się na bieżących wyzwaniach i nowych celach.
Udział w finale Klubowych Mistrzostw Świata wymusił przesunięcie meczu Bayernu w 21. kolejce w Bundeslidze z weekendu na poniedziałek.
Die Roten podejmowali u siebie trzecią od końca tabeli Arminię Bielefeld.
Ten mecz miał niezwykle burzliwy i zaskakujący przebieg, a zakończył się chyba jednak niespodziewanym remisem 3 : 3.
Nie chcę usprawiedliwiać świeżo upieczonych klubowych Mistrzów Świata tym, że w Katarze grali w temperaturze ponad 25 stopni Celsjusza, a u siebie mieli poniżej zera.
Co prawda pierwsza połowa odbyła się w iście zimowej scenerii stale sypiącego, gęstego śniegu, który grubą warstwą pokrył na biało całe boisko, zmieniając je w nieprzewidywalne lodowisko i powodując, że „gra" zaczęła być zbiorem przypadkowych zagrań i walką o utrzymanie równowagi; ale przecież warunki były takie same dla obu drużyn, a jednak to goście byli zespołem, który przyjął i zaakceptował taką sytuację, radził sobie w niej nadspodziewanie dobrze, i to na tyle efektywnie, że na przerwę schodził z... dwubramkowym prowadzeniem, w stu procentach wykorzystując jedyne dwa oddane przez siebie strzały na bramkę Manuela Neuera.
Po przerwie warunki już były normalne, a jednak Bayern nie był w stanie zdominować gości, narzucić swojego stylu gry i konsekwentnie punktować przeciwnika.
Stale popełniał te same błędy, które są zmorą tego zespołu od początku tej edycji rozgrywek, a mianowicie znowu nie ustrzegł się beznadziejnej gry obronnej, braku asekuracji i koordynacji ustawienia linii obrony, a także po raz kolejny nie miał żadnego piłkarza, który potrafiłby udowodnić, że wie jak zarządzać całym tym bałaganem.
To sprawiło, że nawet pomimo pięknej bramki kontaktowej, zdobytej przez Roberta Lewandowskiego już 3 minuty po wznowieniu gry, to w kolejnej akcji goście znowu objęli dwubramkowe prowadzenie, po pięknej i skutecznej kontrze.
Bayern potrzebował około dwudziestu minut na doprowadzenie do remisu, i chwała mu za to, ale jednak w kolejnych dwudziestu nie był w stanie strzelić zwycięskiej bramki mimo, że Arminia wcale nie zaparkowała autobusu na linii bramkowej i grała bardzo otwarcie.
Die Roten sprawiali wrażenie, jakby remis zupełnie im wystarczał, w ogóle się nie śpieszyli, przetrzymywali piłkę, grali dwa w przód, trzy w tył, często bez sensu prowadząc ją do partnera zamiast podać do niego.
Nie chcę traktować Bayernu jako Robocopa, który jest tak zaprogramowany, by niewzruszony niczym realizował każde, najtrudniejsze nawet, zadanie, ale w meczu z drużyną z końca tabeli (nawet grającą całkiem nieźle) nie powinien tracić punktów. I to nawet jeśli uwzględnimy przebyty turniej, podróże i zmiany klimatu.
Mówimy o mistrzach, a więc i wymagania muszą być odpowiednio wysokie.
W następnej kolejce Bayern jedzie do Frankfurtu, a trzeci w tabeli Eintracht ma jeszcze nadzieję na skuteczną pogoń za uciekającą dwójką i ten mecz potraktuje niezwykle poważnie, bo to będzie mecz za 6 punktów.
Przy zaciętej walce toczącej się za plecami Bayernu (na razie), każda z 4., 5. goniących go drużyn może go zranić, a wczorajsza strata punktów zmniejszyła dystans drugiego RB Lipsk jedynie do 5. punktów.
Ewentualna poraża Bayernu z Eintrachtem w zasadzie niweluje całą wypracowaną dotąd przewagę i wprowadzi dużą nerwowość w zespole, a goniącym doda wiary w skuteczną pogoń.
Tym bardziej, że widać, że zespół zupełnie stracił pomysł na grę, znowu nie ma żadnej specjalnej koncepcji, przestał być dobrze naoliwioną maszyną i męczy się niezmiernie zarówno gdy ma piłkę, jak i wtedy, gdy ją traci.
Formacja obronna to po prostu porażka. W takim zespole obrona nie ma prawa grać w taki sposób, bo to zakrawa na kpiny, a błędy są popełniane w sposób szkolny i A-klasowy, a to już wstyd.
Co gorsza nikt z tym nic nie robi, co zadziwiające, bo od HDFa można by oczekiwać jakichś zdecydowanych działań i uporządkowania tej kluczowej przecież formacji.
Odnoszę dziwne wrażenie, że trener w ogóle nie potrafi poradzić sobie z zestawieniem obrony, a stałe mieszanie w jej składzie i ustawieniach powoduje, że zawodnicy dosłownie głupieją i są kompletnie zagubieni, nie potrafiąc przejąć i realizować różnych zadań w kolejnych meczach.
Bouna Sarr nie pokazał niczego więcej niż wiecznie zagubiony Benjamin Pavard, którego zastąpił, Lukas Hernandez w roli stopera dostał chyba rolę ponad jego siły, gdy musiał zacząć nieco główkować nad kreacją gry, zwłaszcza że jedyny to potrafiący Joshua Kimmich pierwsze 2/3 meczu spędził na ławce rezerwowych.
Podobnie Niclas Sule grał jakby miał cegłę na głowie.
Jedyny rozsądny w tej linii Alfonso Davies był jednak zbytnio skoncentrowany na ofensywie.
Co prawda wraz z Kingsleyem Comanem byli moim zdaniem najlepszymi ogniwami Bayernu i robili na lewej stronie duże zamieszanie, ale właśnie to błąd ustawienia Daviesa, który po swojej stronie złamał linię obrony utworzoną przez stoperów, spowodował, że wychodzący do kontry po drugiej stronie  napastnik Arminii nie był na spalonym i pięknym rajdem wypracował jej trzecią bramkę.
Alfonso zrehabilitował się zdobywając z kolei trzecią bramkę dla Bayernu ratując im przy tym jeden punkt, ale sądzę, że lepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie go na lewej pomocy i wymienne angażowanie się w defensywę z bardzo ofensywnym Hernandezem, który jest lepszym lewym obrońcą niż stoperem.
Świetny moim zdaniem Coman w takim ustawieniu byłby jeszcze groźniejszy na lewym skrzydle i mógłby bardziej skoncentrować się na ofensywie, w której czuje się najlepiej, a to zresztą ułatwiłoby też grę Robertowi Lewandowskiemu, bo obrona musiałaby stale szeroko kryć i asekurować stronę Kingsleya, zostawiając więcej miejsca Lewemu w środku.
We wczorajszym ustawieniu David Alaba nagle zaczął grać defensywnego pomocnika, co moim zdaniem nie było najlepszym rozwiązaniem, bo praktycznie to samo mógłby robić jako stoper tylko, że wówczas miałby wszystkich partnerów do gry, a tak to zostawali za nim bezużyteczni w jego akcjach ofensywnych obaj środkowi obrońcy, a on miał ograniczony wybór partnerów w ofensywie, a Bayern grał 8. na 11.
Do tego wielokrotnie dublując pozycję z Davisem i Hernandezem, przeszkadzali sobie i byli zbyt blisko, by razem coś stworzyć, a do tego wyglądali jak trzy kuternogi (trzech praktycznie tylko lewonożnych zawodników razem), które ciągle w ten sam sposób próbują ograć przeciwnika.
Zdobywca drugiej bramki dla Bayernu Corentin Tolisso w roli ofensywnego pomocnika próbował być aktywny przy zamykaniu akcji, co zresztą potwierdził przy strzelonej głową drugiej bramce dla Bayernu, ale to nie jest jeszcze zawodnik, który potrafi wziąć na siebie kreowanie gry.
Tradycyjnie rozczarowujący dla mnie był Leroy Sane, który w moich oczach urasta do wielkiej porażki transferowej Bayernu. 2, 3 dobre zagrania w meczu to nie jest warte nawet dziesiątej części jego transferu. Moim zdaniem to nie jest zawodnik do drużyny klasy Die Roten, a to co on robi w defensywie, to zakrawa o pomstę do nieba.
Eric Maxim Choupo-Moting z kolei to jest dla mnie tak kuriozalne nieporozumienie, że zaczynam traktować jego pobyt na boisku jako kiepski żart, który jednak nie powinien być opowiadany w wyższych sferach.
Wbrew nazwisku on jest raczej Minim, choć z drugiej strony to rzeczywiście jest nieźle zamotany, i to tak, że mam wrażenie, że on w ogóle nie wie gdzie jest i po co.
Jeśli to miało być wzmocnienie zespołu i zmiennik RL9 – to sądzę, że trzeba było zdecydowanie pozostawić Ivana Perisića i nie robić żadnej zadymy.
Robert zagrał poprawnie, strzelił bramkę, ale po raz kolejny daje z siebie za mało jako lider, który powinien pokierować kolegami.
Tytuł najlepszego piłkarza świata zobowiązuje i nie ogranicza się jedynie do oczekiwania, że będzie strzelał bramki, co świetnie robi.
Najlepszy musi robić coś więcej, a tego u Roberta brakuje, zwłaszcza w momentach, gdy zespół potrzebuje jego geniuszu.
Bayern stracił punkty, ale oczywiście jeszcze niczego nie przegrał, z tym, że zespołowi zapaliła się czerwona lampka, bo to nie jest tak, że Mistrza Niemiec mają już w kieszeni.
A i powracająca liga mistrzów nie jest zwykłym spacerkiem i można się tam wyłożyć już na najbliższym zakręcie.

W Bundeslidze równo i dobrze ciągle gra RB Lipsk, a Eintracht, VFL Wolfsburg, Bayer i obie Borussie, będą do końca dążyć do szaleńczego pościgu i każdy z zespołów może odbierać punkty zarówno Bayernowi jak i Bykom.
Myślę, że czeka nas niezwykle emocjonująca końcówka sezonu, bo tu jeszcze niejedno się zdarzy, a stawka naprawdę jest wyrównana, niezależnie od kryzysów w jakie po kolei wpadają poszczególne ekipy.
Teraz w największym wydaje się być 6. Borussia Dortmund, ale i ona przecież w każdej chwili może pokazać pazury, choć ponownie podkreślam, że decydenci muszą jak najszybciej pozbyć się Terzića i zatrudnić prawdziwego (dobrego) trenera, bo na razie tracą tylko czas i punkty.

Ja Ja, Polak mały

 

Komentarze (0)
Dodaj komentarz»
© Wszelkie prawa zastrzeżone