Zapraszam do zapoznania się z moim
tomikiem poezji "Drżenia niedojrzałości"

Sprawdź

10 Maj
2022

PIS - Putin I Spółka

kategoria: Polityka
godzina: 20:02
Udostępnij:

10.05.2022 Wolne Miasto Warszawa

Obserwując wojnę w Ukrainie próbuję ostatnio milczeć, bo działania około militarne i militarne wszystkich zamieszanych stron coraz bardziej sprawiają wrażenie prowadzenia jakiejś z góry ukartowanej gry.

Mam jedynie przekonanie, że w tym wszystkim kompletnie pominięto ludzi, którzy giną w niewyobrażalnych cierpieniach i torturach, w obliczu bezgranicznego bestialstwa dokonywanego w świetle jupiterów i w ramach nowoczesnego Big Brothera, pozwalającego gawiedzi siedzącej w kapciach przed TV śledzić to niemal na żywo, niczym kolejną mydlaną operę dla idiotów.

Strony konfliktu co chwila ogłaszają sukcesy, realizowanie postawionych przed nimi zadań oraz niewzruszoną wolę kontynuacji prowadzonej polityki i aktywności, co prowadzi do sytuacji, w której można by sądzić, że Rosjanie skutecznie przejmują Ukrainę, Ukraińcy Rosję, a Amerykanie wszystko to, co na obu terenach pozostanie niezniszczone.

Dla odmiany od szerzonej przez wszystkich propagandy Rosjanie nie potrafią zdobyć niczego i przesunąć się w podboju Ukrainy o milimetr, Ukraińcy nie są w stanie wyrżnąć agresorów i pozbyć się ich z Ukrainy, a Amerykanie i cała reszta koalicjantów (zwłaszcza europejskich) zacisnąć gospodarczej i ekonomicznej pętli na szyi ruskiego niedźwiedzia.

Do tego, stojący z boku Chińczycy chcieli najpierw groźnie tupnąć nogą, ale chyba przestali być pewni kogo chcieli tym postraszyć, bo mam wrażenie, że teraz to sami już nie wiedzą kogo popierać, z kim trzymać, a kogo w tym wszystkim wykorzystać i przejąć jego interesy, nie tracąc przy tym własnych.

Społeczeństwa zaczynają traktować wojnę jak normalność i do porannej kawy i cruasantów „zamawiają ciepłe bułeczki" informacji frontowych o kolejnych atakach, morderstwach i wzajemnych bombardowaniach.

W Rosji codziennie słyszymy i obserwujemy skretyniałych popleczników Putina grożących światu nuklearną zagładą i likwidacją planety w 10 minut, w Ukrainie nieśmiertelny Żełeński próbuje aktywizować uwikłany w niejasne interesy świat do włączenia się w walkę ze złem, a Amerykanie snują świetliste plany odbudowy tej rujnacji, której dokonują Rosjanie, choć Yankesi zdają się nie mieć realnej wizji tego co zrobić, by ją przerwać ani jak jej skutecznie przeciwdziałać i ją zakończyć.

Oczywiście chwalebna jest tak szeroka pomoc militarna, ale wydaje się, że ponad dwumiesięczne przyglądanie się świata bestialstwom Putina i narzekanie, że robi to bezkarnie – zaczyna trącić paranoją.

Rosjanie nie niszczą Ukraińskiej infrastruktury (łącznie z tą kolejową pozwalającą na dostarczanie broni Ukraińcom), a Ukraińcy nie rozwalili mostu „krymskiego" zapewniającego funkcjonowanie Krymu będącego militarnym zapleczem na tyłach Ukraińców i stanowiącego najistotniejszy element odcięcia ich od morza.

Odnoszę wrażenie, że ktoś się z kimś umówił jak to będzie przebiegać i... cierpliwie, konsekwentnie i bezdusznie wprowadza w życie poczynione ustalenia.

Chciałbym się mylić, ale ta wojna wydaje się być najdziwniejszą z historycznie znanych mi rywalizacji o cokolwiek.

Błędy strategiczne, taktyczne, logiczne i na wszelkich możliwych polach zaczynają prowadzić do konstatacji, że to jest jakiś puszczony na żywioł (mało istotny z punktu widzenia zakończenia) pierwszy akt czegoś tak strasznego, że to co widzimy to są jedynie niewinne zabawy, traktowane przez grających w tę grę jako pomijalny dodatek do finalnej rozgrywki, która odbędzie się na zupełnie innym poziomie koszmaru, brutalności, destrukcji i konsekwencji dla świata.

Obserwowanie tego z pozycji widza powoli przeradza się w poczucie, że cała widownia... jest kolejną sceną, na której rozegra się drugi akt tego dramatu.

Z drugiej strony zaczynam się obawiać, że sytuacja wymyka się spod kontroli kogokolwiek i nikt już nie panuje nad reżyserią tego przedstawienia, a do tego przygotowany scenariusz gdzieś się zagubił i jesteśmy na etapie rozpaczliwej improwizacji, w której nie wiadomo jaki miałby być koniec i kto miałby wskazać kierunek i sposób dojścia do niego.

Rosja, poza bałaganem nad którym nie panuje w Ukrainie, grozi palcem wszystkim dookoła – m.in. Mołdawii, Kazachstanowi, Finlandii, Szwecji i Arktyce, a w tym samym czasie zraża do siebie zakochanych w niej, gotowych za nią ginąć Serbów, popierając (dla obrony retoryki swoich działań) oderwanie od nich Kosowa.

W tym wszystkim opluwana przez Rosję Unia Europejska, po chwilowej jedności, tradycyjnie rozdziela się na frakcje, z tym, że już w ogóle nie można się połapać kto jest za czym i kto kogo popiera.

Austriacy, których ostatnio (chyba w styczniu) Rosja stawiała do pionu i kazała im siedzieć cicho – zaczynają twierdzić, że nie mają nic przeciwko współpracy z Putinem, Orban sprawia wrażenie jakby chciał przejąć część Ukrainy, Rumunii, Polski, Czech, Słowacji, Chorwacji, Serbii oraz Bośni i Hercegowiny, by zostać nowym Cesarzem odrodzonych Austro-Węgier, Niemcy za chwilę z ostoi pokoju i komitywy z Rosją zmienią się ponownie w demona wojny, a Polski rząd robi wszystko, by dać Putinowi pretekst do wejścia w stan bezpośredniej walki z nami.

Doprowadzenie do sytuacji, że ambasador rosyjski w Polsce jest oblewany czerwoną farbą przez nacierający na niego tłum podczas oficjalnych uroczystości państwowych Federacji Rosyjskiej w Polsce – to jawne wypowiedzenie wojny.

A to sprawia wrażenie... działania celowego, bo tak nie wolno traktować żadnego ambasadora, o ile nie dąży się do otwartego konfliktu z krajem, który reprezentuje.

Po raz kolejny wygląda mi to na ustawioną prowokację... zlecaną z Moskwy.

Trudno mi sobie wyobrazić, że nasze służby nie potrafią odpowiednio zabezpieczyć takiej uroczystości i ochronić tak małej delegacji.

Bo jeśli nie potrafią nawet tego to...

Lojalny członek NATO w obecnej sytuacji nie ma prawa tak się zachować, a w zasadzie nie zareagować, zwłaszcza w momencie oczywistego podwyższonego ryzyka związanego z organizacją takiej uroczystości.

Jeśli nie mieliśmy jaj, by wydalić z Polski ambasadora Rosji, zerwać z nią wszelkich kontaktów i stosunków dyplomatycznych – to mamy obowiązek zapewniać jej przedstawicielom maksimum bezpieczeństwa.

Brak jakiejkolwiek reakcji w obliczu ataku na ambasadora jest tym bardziej podejrzany, że całkiem niedawno, podczas Strajku Kobiet, nie było żadnych problemów z pałowaniem, kopaniem, powalaniem na ziemię i zagazowywaniem wszystkich, nawet staruszek i emerytów, którzy byli tam i  nic nie robili, tylko stali, nie wspominając już o tych, którzy mieli jakiekolwiek transparenty i... też nikomu nie zagrażali.

Tam reakcje były natychmiastowe i skierowane przeciwko wszystkim pojawiającym się gdziekolwiek w okolicy.

Tutaj rozhisteryzowana Ukrainka z butelką farby, agresywnymi, niecenzuralnymi okrzykami i jawną wrogością – nie stanowiła żadnego sygnału dla służb, że trzeba działać, zatrzymać ją, zablokować ani obezwładnić.

W każdym normalnym kraju podczas takiego ataku... zostałaby zastrzelona.

I nie piszę tu tego, bo się z nią nie zgadzam, piszę to właśnie dlatego, że się zgadzam i uważam, że Rosjanie i ich barbarzyństwa w Ukrainie to skrajny nazizm, rusizm i zbydlęcenie zasługujące na to, by ich nienawidzić i... zlikwidować, bo są nieuleczalnie chorzy psychicznie, zindoktrynowani i śmiertelnie niebezpieczni dla świata.

Tylko że właśnie dlatego taką uroczystość, skoro już musi się odbyć, a my jako kraj mamy ją zabezpieczać, należy zorganizować tak, by w promieniu kilometra nie było nikogo i by ten ambasador chodził sobie tam sam, nawet bez telewizji, reporterów ani nikogo poza jego świtą i naszą ochroną.

A informacje o tej uroczystości niech sobie wrzuca na swojego, czy tam kremlowskiego fejsa.

U nas powinna być kompletnie przemilczana, pominięta i niezauważona.

A tak wiedzą o niej wszyscy i wszyscy o niej mówią.

Jeśli to jest nasz sposób na ignorowanie rosyjskiej propagandy to gratuluję skuteczności, bo w mediach jest o niej głośniej niż... o 9. Majowej Paradzie Zwycięstwa w Moskwie, na której przemawiał Putin.

To chyba znamienne i jednocześnie nadzwyczaj podejrzane.

Po raz kolejny mam przekonanie, że PIS nie ma nic wspólnego z żadnym prawem ani jakąkolwiek sprawiedliwością, a jest to część większego planu PUTINA, a Oni są tylko zależną od niego Spółką.

 

Ja Ja, Polak mały

Komentarze (0)
Dodaj komentarz»
© Wszelkie prawa zastrzeżone